|
amfa1987 blog
|
|
2007-04-10 15:18:26 >> michalczuk i rozumek czytam trochę. kiedy czytam - zaczynam myśleć. myślę i się buntuję. buntuję się przeciw gloryfikacji rozumu. przeciw postrzeganiu go jako ostateczny warunek człowieczeństwa, jako istotę wszelkiego piękna i dobra. gdzie zaczyna się człowiek - to za duże pytanie. niewiele jeszcze wiem, niewiele przeczytałam i przyswoiłam. nie wiem, czy będę nadrabiała z jęzorem na brodzie. ale wiem, że to, co w życiu najpiękniejsze przytrafia się dopiero wtedy, kiedy uda nam się rozum i logikę zignorować. nie ma rozsądku w demonicznie radosnym śmiechu z powodu opowiedzianego kiepsko kawału. nie am rozsądku w budzeniu się obok mężczyzny. nie ma rozsądku w gonieniu latawca. ani w stwierdzeniu z nieprzyzwoitą wręcz pewnością, ze wiara czyni cuda. ale to właśnie jest światłem, dzięki któremu można oglądać całą resztę. dzieki któremu nie jestem papierową zabawką w rękach przewrotnych mocy. dzięki któremu różnię się od doskonałych androidów. dzięki któremu jestem człowiekiem. potrzebny mi rozum, który pozwala mi byc czymś innym niż swobodnie płynącym w czasie strumieniem świadomości. kunszt całego urządzenia świata pozwolił mi jednak odkryć, że wyczucie momentu, kiedy czas odrzucić rozum - jest jedną z najważniejszych umiejętności w życiu. i najlepiej się czuję z tą magiczną mantrą na ustach: kocham ;-) skomentuj (4) 2007-04-05 11:41:51 >> Gdybym nawet wiedział, że jutro świat przestanie istnieć, jeszcze dziś zasadziłbym drzewko jabłon Tak się powiedziało Marcinowi Lutrowi. a apropos Marcina Lutra, miałam wczoraj bardzo ciekawe seminarium z historii doktryn politycznych. o reformacji właśnie. do tej pory żyłam w przeświadczeniu, że reformacja była wielkim postępowym ruchem, wpisanym w wielkie idee odrodzenia, czymś jasnym i koniecznym. wczoraj przyszło zrozumienie, że to jedynie ukrócenie jednej ciemnoty na rzecz innej, nie zapalenie świeczki w ciemności, ale stworzenie kolejnego odcienia czerni. a ponieważ czerń ma tylko jeden odcień, nie zmieniło się zbyt wiele. niewiele było humanizmu w myśli wielkich ojców reformacji. spory doktrynalne nie przyniosły wyzwolenia człowieka. mimo że ograniczyły wpływy kościoła katolickiego, narzuciły od razu nowe ograniczenia, nowe zasadzki, okrucieństwa. Kalwin urzędując w Genewie skazał na śmierć 58 ludzi, wygnał niemal 80, spalił na stosie 34 kobity podejrzewane o uprawianie magii. surowość zasad wyznań reformowanych była przerażająca. żaden z nich nie miał na celu uczynienia życia ludzi lepszym, szczęśliwszym, radośniejszym. więc z mojego punktu widzenia - jedna wielka kicha. swoją drogą, przedziwnie czuje się człowiek, kiedy wychodzi z cienia, kiedy widzi, że to, co do tej pory było dla niego kwestią moze nie najważniejszą, ale mniej lub bardziej oczywistą - to złudzenie. uwielbiam takie wstrząsy. tak doskonale uczą mnie pokory, tak dużo satysfakcji dają. tak bardzo jestem wdzięczna, że wciąż mam, jedna po drugiej, szanse na weryfikację, na poznanie coraz większe i piękniejsze. tak bardzo się cieszę. im więcej słyszę, obcuję z ludźmi uczonymi w kilku poważnych dziedzinach, im więcej zastanawiam się nad filozofią, matematyką, historią, im mocniej wątpię, szukam, im mniej stwierdzam, im bardziej się waham, boję, im większą mam nadzieję - tym doskonalej rozumiem, że świat jest wstrząsającą zabawką. piękną do bólu. a w zasadzie światy. neiskończenie wiele światów. i lubię tak rozumieć i nie wiedzieć. odkryłam u siebie kilka nowych pasji, jak czerwone wino, poznawanie. uczenie się tego, co wokół. odkrywanie wciąż nowych zależności. najpiękniejsze uczucie to moment 'aha!' po długiej frustracji starań pojęcia. np. twierdzenia matematycznego albo mechanizmu filozofii poznania. nagle wszystko staje się jasne i piękne, niewyrażalnie piękne. nie wiem, dlaczego keidyś postrzegałam filozofię i matematykę jako dziedziny nie mające ze sobą kompletnie nic wspólnego. naprawdę nie wiem. teraz, zastanawiając się nad drugim kierunkiem studiów, rozważam matematykę. rozważam filozofię. i wiem, że cokolwiek wybiorę, nie popełnię błędu. ta nieskończona możliwość wyboru jest magią. czuję się jak dziecko w sklepie z zabawkami, któremu rodzice obiecali kupić wszystko absolutnie, co sobie wybierze. to chyba dobrze :) i zamiast sprzątać pokój gdyński, zamiast odkurzać, zmywać gary, układać kapy, chować szmaty, wyrzucać śmieci - siedzę i piszę niezbyt składny komentarz do tego, co we łbie. (kiedyś zreformuję język, który pozwoli na oddanie tego wszystkiego, tak zakręconego i złożonego ;]) ale nic to. pociag dopiero o 15.21. wsiądę w niego z Adamem i Kaśką. wysiądę z Adamem. zobaczę kochaną postać Mojej Taty na dworcu w Białymstoku. a później Kochanej Mamy. który to już raz :) kocham to życie. nie ma w nim naprawdę nic do narzekania. nie mogłam się znaleźć w doskonalszym punkcie. nie mogłam dostać nic piękniejszego. moje życie jest lepsze, niż najśmielsze marzenia. jeśli Bóg jest niesprawiedliwy, to założę się, że wciąż myli się na moją korzyść :) * a cytat z Lutra, mimo mojej niechęci do autora, ładny :) skomentuj (1) 2007-02-02 11:35:34 >> my preparing to fly :) uparcie i skrycie, ach życie kocham cię kocham cię, kocham cię nad życie! euforia. umiem się cieszyć. śmiać. najważniejsza umiejętność, jaką trzeba mi było posiąść. piję kawę pośród rozpierduchy. zaraz wszystko zdeburdelizuję, wyszoruję wannę i kibel, zlewy, kafelki i podłogi, odkurzę, kupię wino, pojadę po wpis z podstaw prawa, do batorego po pasek też pojadę, odbiorę Grubego z dworca i niech się dzieje wola Nieba, bo tylko tak może być dobrze :) ostatnie dni takie piękne, ze ciężko nawet pobubierać w słowa. koła i egzaminy, które dają kopa że hej, nadzieje na więcej, taniec w noc i ludzie najlepsi, najciekawsi, a to znaczy wszyscy ludzie świata - wokół. plany najpiękniejsze - na weekend najblizszy, na oceny z egzaminów, na ultraradość, na Paryż zimowy, na powrót krótki do domu, na drugi semestr z historią filozofii, szereg kolejnych, wyciśniętych do ostatka, do utraty tchu cudownych dni i nocy, na wakacje fantastyczne w fantastycznym miejscu, z fantastycznymi gębami utęsknionymi, na powrót magiczny, na kolejny rok, i jeszcze, i jeszcze następny i tak wiele jeszcze przede mną, tak mocno w to wierzę, tak bardzo mocno, że chwilami aż boli. waterboys w głośnikach. waterboys z anglią deszczową łączą się na co najmniej dwa sposoby. a ja szepnę skrycie - ah życie kocham cię kocham cię kocham cię nad życie... żaden mikroskopijny kawałek żywego mięsa nie odbierze mi tej radości, miłości, nadziei ani wiary. jest najdoskonalszy Plan. i nic nie jest w stanie go popsuć. if u know what i mean. roooaaaaaar.... więc dziś kierunek wieczorny - Contrast. niech dzieje się to wszystko, każde wyjście do człowieka, każde wyciągnięcie dłoni niech owocuje płomykiem, przyjaznym i jasnym, coraz jaśniejszym, i to niech od tego płomyka przyjdzie mi zginąć, nie od morza gówna, któego nie widzę, a które podobno jest, jeśli wierzyć innym. my soul is painted like the wings of butterflies, fairytales of yesterday will grow but never die, i can fly my friends... whatever happens - i leave it all to Chance. Bo mogę to nawet nazwać Przypadkiem - język jest taki umowny. ważne, co siedzi w środku. i można zarzucać, ze jestem pokręcona, że mózg mi się lasuje, że pewnie się kiedyś na tym przejadę, ze ignorantka, bo głód, chłód i zagrożenie atomowe. bo wyłączając broń masowego rażenia i wszelkie inne świństwa, a zostawiając samą broń konwencjonalną i tak wystarczy jej, by każdego małego ludka żyjącego na świecie uśmiercić 27 razy. a ja na to nic. nic? światem jest dla mnie wszystko to,co ogarniam umysłem. ale szczęście to nie okoliczności wokół ciebie. szczęście znaleźć można tylko w środku. i jakkolwiek naiwnie to zabrzmi - przekonałam się jakże mocno, że warto szukać do upadłego, bo tylko w ten sposób można planować spokojną śmierć. amen. skomentuj (5) 2007-01-12 20:09:38 >> interakcjonizm symboliczny w ujęciu dramaturgicznym nie mam pojęcia o tytule. a powinnam. powinnam już recytować wersety ksiąg uczonych. ale ksiąg nie mam as well. i wcale, a wcale nie jest źle :) dzień wielkich zwycięstw pod postacią dwóch małych czwórek u przeklętego kmndr. por. mgr. inż. Dre. oraz zwolnienia z zaliczenia wstępu do nauki o prawie na mocy uzyskanej oceny bardzo dobrej, khhhh. przypowieści bez morału autorstwa dr. Z. od podstaw prawa, na którym też przedmiocie wraz z H. staraliśmy się złapać jakiś kanał górniczy przy pomocy telefonu komórkowego w wersji retro i spinacza do papieru. historię polski XX wieku przetrwałam schowana w czapkoszalik, doskonale zakamuflowana i niemal niewidoczna. K. przebrany za ajatollacha ajatollacha też liczył na to, że pozostanie niezauważony, a przynajmniej nierozpoznany, ale pani kochana J. z właściwą sobie wesołością sprowadziła go na ziemię krótkim 'panie K! proszę się nie bawić szalikiem! zaraz wyciągniecie państwo karteczki i napiszecie 100 razy - nie będę się bawić szalikiem!' [obustronny dziki spazm niedokońcauzasadnionego śmiechu]. w ogóle pięknie i radośnie. dobrze, że tak się wszyscy cieszyć umiemy. śmiać i kochać. z każdym dniem coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że nie mogło być dla mnie lepszego wyboru ponad te studia, ten kierunek, uczelnię, miasto. jeśli liceum było kiepskiej jakości drogą osiedlową, podzurawioną, zatłoczoną, z ograniczeniem do 20 km na godzinę i praktycznie bez możliwości manewru, to amw jest olbrzymim, gładkim jak pupa niemowlaka, pasem startowym dla latających holendrów z reklamy red bulla :) i nawet sesyjka co przede mną, łańcuszki kółek obszernych, setki pytań, zagadnień i materiałów - nic to :) wiem, że mogę. baaa, ja wiem, że CHCĘ ;] ehhh, i tak Wielki Gruby Zasraniec znowu pojechał nawiedzić Dom nasz białostocki, a Jebaniutki Szatan pod postacią bladej wariatki ze wschodu dzielnie stawia czoła wzburzonemu Bałtykowi! ahhh ahhh ahhhh.... ...mraaau... skomentuj (1) 2006-12-18 23:57:38 >> mamma now i'm coming home .. a w zasadzie jeszcze nie teraz, ale za chwileczkę już niedługą, bo poranną środą upoluję pociąg relacji gdynia główna osobowa - warszawsko centralne, zasadzę się z walizą w przedziale dla palących, po 5 godzinach drogi wydalę się z pociągu owego, kawy się napiję sympatycznej poczym spotkam ze Wstrętnym Grubym Zasrańcem i już razem poturlamy się na Nasz Biegun Wschodni. tęskni mi się za rodzicami, domem, miastem i atmosferą przepełnioną śladami dziewiętnastu lat życia pewnego bladego dziewczątka, które dziś właśnie kosztem referatu o podstawach teorii konsumenta wykonało szalik ultraciepły w kolorach: żółtym, pomarańczowym i łososiowym. więc bilet już mam i myśl o tym tak mnie podnieca, że ugh-po-prostu-ugh ;-) nie mogę się doczekać chwili, w której Moją Tatę ujrzę na dworcu w białymstoku. a później Mamę i wszystkich, wszystkich moich dobrych ludzi i zwierzów z resztą też. napijemy się kawy rodzinnej, pogadamy, pośmiejemy się, nacieszymy sobą troszkę, a później przetransportuję się do Ryczących Czterdziestek, coby bluesa odrobiny zaczerpnąć i z gębami zakazanymi pobujać :-) piękna jest zdolność marzenia... ah ah ah... w ogóle błogo mi i dobrze. chyba udziela się atmosfera świateczna amfowatemu potworowi - znów zapachy cytrusów, dźwięki Pure Instinct w głowie, wizje mnóstwa wigilii ciepłych i spędzonych z kochanymi ludziskami w oczekiwaniu na świętą-czerwoną-personę. na Akademii już w tym roku prawie wszystko z głowy, jeszcze tylko ta zmora - ekonomia jutrzejsza - i wolna jak ptak wyfrunę przed gmaszysko ;] mraauuu... rooaaaaar... jejku, jak tu pięknie jest! :) skomentuj (2) 2006-11-13 20:20:24 >> Moja Konstytucja :) W każdej rzeczy, którą mam do zrobienia, odnajdę wartość wymierną, o prawdziwym znaczeniu dla mnie. W każdą z tych rzeczy włożę pasję i wykonam ją najlepiej, jak dam radę, bo to świadectwo mojego istnienia - dzięki moim obowiązkom doskonalę siebie. Zanim potępię kogokolwiek lub cokolwiek, zanim pozwolę sobie na nienawiść czy pogardę, zrobię wszystko, co możliwe, by zrozumieć tę rzecz czy osobę jak najlepiej, spojrzę na kwestię ze wszystkich możliwych dla mnie stron. Nigdy nie istnieje sytuacja bez wyjścia, dlatego na granicy rozpaczy, zamiast się poddać, będę szukała rozwiązania na wszelkie możliwe sposoby. Wiara, Nadzieja i Miłość to główne wytyczne mojego życia. Zawsze będę miała świadomość obecności Boga i ufność w Jego Plan, nawet na granicy strachu. Wszystko, co przytrafia mi się w życiu jest ważne, ze wszystkiego więc będę się starała wyciągnąć jak najwięcej mądrości na przyszłość. Zrobię wszystko, żeby nie zmarnować ani minuty życia, bo życie to najcenniejszy dar, jaki otrzymałam i muszę o nie dbać. Nigdy nie ucieknę się do kłamstwa celem podniesienia swojej atrakcyjności. Nie dam się zmanipulować stereotypom społecznym, zawsze będę szukała odwagi i energii do kierowania się moimi wewnętrznymi wytycznymi. Wysłucham każdego, kto będzie do mnie mówił, tym najważniejsze jest to, by osoba, która mówi czuła się jeśli nawet nie zrozumiana, to szanowana, a przy tym każda historia jest fascynująca i może być fantastyczną lekcją i przygodą dla mnie. Będę się uśmiechała do ludzi i nakłaniała innych do uśmiechu. Postaram się wnosić radość i wyższe wartości w życie spotykanych przeze mnie ludzi. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, dlatego zawsze będę się starała okazywać moim rodzicom, bratu i dziadkom szacunek, miłość i wdzięczność - to dzięki nim istnieję na tym świecie. Postaram się nigdy nie tracić kontaktu z najdroższymi przyjaciółmi i znajomymi poznanymi na drodze życia. najpiękniejsza jest świadomość, że jest gdzie i do kogo wracać. Zawsze będę otwarta na zmiany, gotowa na nowości. Nigdy nie przestanę dziwić się światem, nie wpadnę w ręce rutyny, nie dam sobie wmówić, że 'nic mnie już nie zdziwi'. Zrobię wszystko, co należy, by okazać się najlepszą studentką, a później pracownicą. Zawsze będę szanowała każdego człowieka, choćby z racji tego, że jest człowiekiem. Postaram się nie oceniać człowieka, ale jego działania i poglądy. Będę szanowała marzenia i pragnienia innych i cieszyła się z ich spełnienia, jakby były spełnieniem moich własnych pragnień i marzeń. Postaram się pomagać potrzebującym jak tylko będę mogła. Znajdę czas na wyciszenie i bycie sama ze sobą. Najmniejsze nawet radości i przyjemności docenię należycie i za wszystkie nie przestanę dziękować Bogu. Każdego roku odwiedze przynajmniej jedno miejsce, którego jeszcze nie znam. We wszystko na swojej drodze włożę serce - lepiej narazić się na krzywdę żyjąc pełnią życia, niż zamknąć się w bezpiecznym zamku z lodu. Będę wybaczać tak długo, jak długo starczy mi sił. Amen. skomentuj (1) 2006-10-28 18:10:41 >> wszystke z tego byli skorzystali... jak mawia kmndr Drz... przeglądałam dziś stronę University of Northampton. i znów się we mnie rozjątrzyła ta durna tęsknota za niewiadomoczym. bo byłabym naprawdę skończoną idiotką narzekając na cokolwiek, co stało się teraz moim życiem. a mimo wszystko coś mi w środku podskakuje i muszę się mocno starać, żeby nie popłynąć z prądem takzwanym i nie poddać się żenującej 'melancholii'. język angielski nie wiadomo kiedy stał się dla mnie przyjemnością. prawie nieprzytomna ze zmęczenia (jakżeby inaczej) przepitą nocą, zapier******m w podskokach na zajęcia. i z dziecinnym upojeniem dyskutowałam, opisywałam, porównywałam, łykałam nowe zwroty i śmiałam się do ludzi. chyba gdzieś w środku mnie jakiś kaleki ośrodek zrozumiał, że to mi się kiedyś przyda. może nawet niedługo. nie wie nikt. całkiem mi dobrze w Gdyni. momentami samotnie, ale są też wspaniali ludzie. oczywiście znów więcej w tym szczęścia niż mojej załugi, że mogłam poznać akurat takich - ale są i to dobrze. gdybym miała być tu całkiem sama, najprawdopodobniej już dawno zapadłabym w sen zimowy popłakując sobie wieczorami i godzinami leżąc wpatrując rozwiązania moich problemów gdzieś w odmętach sufitu. studia toczą się powolutku, nie przeszkadzając mi w życiu wcale a wcale. niektóre zajęcia są całkiem ciekawe z założenia, inne po prostu śmieszne do rozpuku (to już kwestia inwencji własnej). zjebana jak stado owiec wychodzę tylko z matematyki i ekonomii.. z jednej nas nawet kmndr Jakiśtam raczył wyprosić. uroczo z jego strony, acz wielką radość sprawia fakt, że nie mamy u niego w tym semestrze niczego do zaliczenia... Uczelnia okazała się też na tyle kochana, ze podarowała nam weekend pięciodniowy w prezencie cudownym, co ucieszyło mnie niezmiernie... bo tęskni się przecież trochę nawet za głupim bratem, sztywną rodziną i beznadziejnymi przyjaciółmi ;] więc opracowawszy niecny plan oszukania pana R. (matematyka) postanowiłam wsiąść do pociągu już w poniedziałek po ćwiczeniach z powszechnej XX wieku... jesteś już aśko dużą, dużą dziewczynką. ehh.. no i referat na historię muszę zrobić, dziś wieczorem albo jutro w ciągu dnia, bo P., u której mieszkam, zabiera mnie wieczorem na Strachy Na Lachy. czyli że znów noc przebujana i zaleczona głowa lekarstwem najpopularniejszym... taaa, a żeby nie było, że zaczynam tracić swoje magiczne właściwości - UDAŁO MI SIĘ JUZ ZGUBIĆ DOWÓD OSOBISTY! na północnym zachodzie bez zmian :) blada-twarz wciąż góbi się w sobie samej :) skomentuj (1) 2006-09-28 00:15:26 >> i'm ready (?!) for that hit between the eyes bosz, jak to wszystko się dziwnie układa we mnie na zewnątrz układa się wręcz podręcznikowo: dzieciak dorasta, jedzie popracować w innym kawałku świata, wraca do domu i wyprowadza się na studia do nowego miasta. więc niby wszystko w porządeczku, ale w środku całkiem posrane plątaniny wszystkiego, co możliwe. więc: tęsknnię jak cholera za tym przedziwnym krajem, w którym wszystko mi się zaczęło dziać jak najlepiej. brakuje mi ludzi cudownych i tych mniej cudownych, brakuje mi uśmiechniętych twarzy na ulicach, w sklepach, bankach i miejscach pracy, sympatycznego 'are you ok?' rzucanego w moim kierunku kilkanaście albo kilkadziesiąt razy dziennie. brakuje mi mojego supermarketu Asda w dzielnicy Kingsthorpe, codziennego 40-minutowego marszu do fabryki, gdzie pracowałam, kantyny z kawą za 20 pensów, kolorowego deptaka, knajp jak The frog & fiddler czy Goose, piwa carlsberg export w srebrnej puszce o pojemności 0,4 litra, deserków Sherry Triffle, codziennego zakładania czepka granatowego, białego i 'hełmofonu'.. Brakuje mi ludzi przepastnie: szefostwa - Ketana, Johna i rzecz jasna Umesha. przyjaciół moich najnowszych - Roberta (jak dr jekyll i mr hyde), Nanny, Honsy, Shilli, Krzyśka, Kaśki, Tadka, Natalki, Gasimo, Georga, Romana, Sandry, Inesy, Violi, Edity, zakazanych gąb Ariana i Andreasa, przystojnej acz łajdackiej twarzy Roberto, moich błękitnoczepkich managerów - Jessela i reszty. brakuje mi nocnych i porannych przejażdżek srebrnym mercedesem z czekoladowoskórym kochankiem, do którego chyba trochę za mocno się przyzwyczaiłam. brakuje mi grillowania ogrodowego i porannych masochostycznych wypraw do centrum. brakuje mi pani Gosi ps. Gestapo, wieczornych rozmów i dyskusji, przekonywania się do wszystkiego co nowe i odkrywania siebie coraz więcej i więcej. brakuje mi tego cudownego poczucia niezależności materialnej i duchowej, uwolnienia od wszelkich dławiących mnie wcześniej oporów, lekkości bytu, radości i wielkiej nadziei. więc jednym słowem - tęsknię. a to dopiero połowa sprawy. jestem teraz jeszcze między northampton a gdynią, czyli w domu moim burym - białymstoku. ale to sama samiutka końcóweczka, bo jadę całkiem w ciemno postudiować sobie troszkę na Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. ogarnia mnie przerażenie i to chore podniecenie - nowe nowe nowe. lęk i nadzieja. a ja zawieszona, wciąż tutaj, nadal nie mogę uwierzyć, ze przychodzi czas na zamknięcie tego Jednego i znalezienie w sobie sił i zapału, by rzucić się w to Drugie.. skomentuj (1)
lay-out by gadz
|
księga:dodaj,oglądaj. 2007 kwiecień luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień lipiec styczeń 2005 grudzień październik sierpień lipiec kwiecień luty 2004 październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2002 grudzień listopad październik wrzesień różne takie nomis jakobe małżeństwo z rozsądku biblioteka boros burda winkel witoszyn osiecka kasa chorych sennik iii absolutny hit wszechczasów... jop blues Sara Magda Marcin Kamil like a hurricane francuska całkiem przyjemna polska oficjalna echolokator jack sdm 123 przechył dobrze kiedyś znany mi sqrwysyn sted też sted buum ... fotoreportaż schrony paa atomowe NIEZBĘDNE!!! absolutny niezbędnik taaa - to tez moja klasa Kawa Koleśnik Tabak moja mroczna klasa Sylwia Była Magda Nadia Qbik Fka
blog.pl |